Przedsiębiorczość oznacza tak naprawdę samotność

Doświadczeni przedsiębiorcy wiedzą, że największym minusem tego sposobu życia i zarabiania pieniędzy jest ciągła nieufność wobec innych. Ciągle wypatrujesz problemów, więc ominiesz sporo pułapek, czyhających na przedsiębiorców. Ale też z nikim nie nawiążesz bliższej znajomości, nie wygadasz się, co naprawdę leży ci na wątrobie. Przecież zawsze może to zostać nagrane i wykorzystane przeciwko tobie. Nigdy do końca nie wiadomo, z kim rozmawiasz ani kto przypadkowo przejdzie obok i złapie kilka słów wyrwanych z kontekstu.

Nie oznacza to, że wszystkich traktujesz jak potencjalnych przestępców i kontrolujesz najmniejsze drobiazgi. Skuteczne zarządzanie wymaga, żeby przerzucać na pracowników obowiązki – pisaliśmy już o tym na portalu. Jednak nikomu nie dajesz najważniejszych rzeczy, najważniejszych klientów, najważniejszych projektów. To w końcu twoja firma. Nikt inny nie wkłada w nią tyle serca i wysiłku co ty.
To powoduje w zasadzie niewielki, ale za to stały w czasie stres. Pracownicy mogą się ze sobą przyjaźnić, żartować i zapraszać na grille, ale ty jako pracodawca zawsze w ułamku sekundy możesz zareagować jak właściciel – i zauważyć, że postępowanie pracownika kosztuje cię niepotrzebnie tracone pieniądze.

A co ze wspólnikami – spytasz. A mało to słychać w mediach o głośnych kłótniach i sądowych bataliach między współwłaścicielami? Pieniądze – a właściwie: perspektywa ich zdobycia, a potem utraty – wyciągają z ludzi ich prawdziwe oblicza. Rzadko zdarza się, żeby sukces nie przewrócił w głowie założycielom. Właściwie dzieje się to w dwóch przypadkach. Pierwszy występuje wtedy, gdy właściciele cenią dokładnie to samo i wiedzą, że praktycznie nie ma szans, by znaleźć kogoś nowego na tym poziomie, kto by pociągnął firmę tej wielkości. Przykład: Google. Dwóch założycieli, Siergiej Brin i Larry Page, od ponad 20 lat trzymają się razem: trzymali się razem, nawet zanim założyli Google.

Drugi przypadek istnieje wtedy, gdy właściciele uzupełniają swoje braki – i jeszcze musi istnieć warunek, że pieniądze nie są dla nich najważniejsze. Gdy liczą się przede wszystkim pieniądze, szybko się okazuje, że „finansista” uważa, że zasługuje na więcej, bo pracuje przecież ciężej niż „bujający w obłokach strateg lub wynalazca”. Ale gdy na pierwszym miejscu nie są pieniądze, ale przyjaźń lub wyższy cel (np. naprawa świata), wtedy jest szansa, że biznes utrzyma się naprawdę długo. Przykład? Firma W.L. Gore & Associates, założona przez małżeństwo Billa i Genevieve Gore. Pasuje też Nike z Philem Knightem (sprzedawca i biegacz) i Billem Bowermanem (wynalazca).

Zwykle jednak nasze firmy to owoce indywidualnej pasji. To część naszego życia, ważna część, która daje nam radość, satysfakcję i pieniądze. Traktujemy nasze firmy bardzo poważnie, a bronimy przed każdym, kto chce zrobić im krzywdę. Niezależnie, czy to leniwy pracownik, arogancki urzędnik czy przesadzający klient.

Nasz brak zaufania jako przedsiębiorców jest zatem całkiem naturalny. Ważne, aby nie hodować go do olbrzymich rozmiarów i nie traktować go jako wymówki do robienia wszystkiego osobiście. Bo mimo wszystko, samemu nie osiągniemy sukcesu. Musimy działać z innymi ludźmi. Brak zaufania pozwala nam wybrać tych naprawdę odpowiednich ludzi. A w ostateczności – pozwala ich bardzo szybko zwolnić z firmy, jeśli jednak okażą się niegodni zaufania.