Choć sprawa pochodzi sprzed 13 lat, to jest całkiem świeża. I wynika z niej sporo cennych wniosków dla nas, przedsiębiorców. Choć nie obracamy milionami jak bohater tej sprawy, to problemy z niewypłacalnością możemy odczuć równie mocno.

Otóż przedsiębiorca podpisał kontakt na wykonanie zlecenia o wartości 300 mln zł. W trakcie realizacji urzędnicy skarbowi (albo tylko jeden urzędnik) przeprowadził błędną interpretację przepisów o rozliczaniu VAT, na skutek której przedsiębiorca musiał zapłacić VAT jeszcze w trakcie realizowania zlecenia. Nie dość więc, że nie miał pieniędzy z kontraktu na zapłacenie VAT, to jeszcze (przypuszczenie) na skutek braku opłaty miał problem z finansami na okres realizacji zlecenia do końca. W efekcie przedsiębiorca nie dokończył zlecenia i jeszcze ciągnęło się za nim widmo niezapłaconego VAT-u. Sprawa sądowa o odszkodowanie jest w trakcie. Rozpoczęła się 3 listopada tego roku.

Jak zawsze w takich przypadkach: wyrażamy sympatię dla przedsiębiorcy w kłopotach, ale też krytycznie przyglądamy się podjętym przez niego decyzjom. Nasze przemyślenia jemu już nie pomogą, ale nam – jak najbardziej.

 

Nasuwają się nam cztery następujące wnioski.

Po pierwsze – unikaj deali, w których palce maczają urzędnicy. Żeby robić takie interesy, trzeba mieć znajomości i doświadczenie, żeby nie wpaść w kłopoty. Tego typu interesy przyciągają różne podmioty. Każdy z nich chce zarobić. A najłatwiejszym sposobem zarobku jest (niestety) niewypłacenie kwoty przewidzianej umową. Wiele z nich (podmiotów, nie urzędników) często nie cofnie się przed użyciem kontrowersyjnych sposobów na to, żeby nie zapłacić tyle, ile wynika z umowy. Dlatego nowicjusz w takich dealach musi mieć oczy dookoła głowy. Ale najlepiej, żeby w ogóle w to nie wchodził.

Po drugie – jeśli już wchodzisz w duży deal, nie żałuj pieniędzy i 2-3 razy sprawdź wszystkie przepisy podatkowe. Sprawdzenie polega tak naprawdę na tym, aby przejść się do 2-3 różnych doradców podatkowych z umową, zapłacić im stawkę i uzyskać opinię oraz porady. Dodatkowo, wynajmij prawnika gospodarczego, wyjątkowo oblatanego w zwalczaniu zagrywek z pogranicza legalności. Z takim wsparciem masz szansę wyjść z dealu z tarczą.

Po trzecie – bardzo dokładnie rozpisz przychody i wydatki związane z realizacją zlecenia. Przygotuj z góry kilka scenariuszy braku płatności i twoich działań w celu rozwiązania tej sytuacji. Najlepiej było by wpisać w umowę, że w przypadku poślizgów z wypłatami bieżącymi, wstrzymujesz prace. Oczywiście, prawie nikt nie zgodzi się na taki warunek. Spytaj dokładnie swój bank (w którym wziąłeś kredyt na zlecenie) i/lub swojego faktora (u którego wrzuciłeś w faktoring fakturę za zlecenie), jakie są możliwości ruchów finansowych. Zrób to, najlepiej, zanim podpiszesz umowę. Jeśli już podpisałeś, zrób to jak najszybciej – żeby nie stanąć przed faktem dokonanym i stracić nie tylko deal życia, ale też mnóstwo pieniędzy i zaufanie pracowników, którym nie masz z czego zapłacić za pracę.

Po czwarte – pozbądź się romantycznej wizji „dealu życia” na rzecz kilku stałych kontraktów ze średniej półki. Przedsiębiorczość jest mitologizowana. To taki nowoczesny odpowiednik bycia kowbojem czy rewolwerowcem na Dzikim Zachodzie. Adrenalina, przygoda, igranie ze śmiercią finansową (a co najmniej poważnymi kłopotami) – to daje kopa do działania, ale to nie jest istota bycia przedsiębiorcą. Prawdziwy przedsiębiorca pracuje dla klientów, a nie dla przygody. Dla pracowników, a nie dla adrenaliny. Celem jest przecież zbudowanie sobie solidnego, przewidywalnego i dość trwałego fundamentu finansowego na życie. A solidny fundament oznacza najczęściej kilku solidnych, sprawdzonych klientów, z którymi masz świetny kontakt i długoterminowe kontrakty. W roli takich klientów najlepiej sprawdzają się średnie firmy. W dużych zarządy mogą się zmienić, a małe mogą nie być w stanie zapewnić stałych zleceń. Natomiast właściciele średnich firm mają dokładnie taki cel jak Ty: stabilne pieniądze. Z takimi klientami najłatwiej się dogadać – co nie znaczy, że jest to proste i szybkie. Ale generalnie, jest to łatwe, bo mówicie dokładnie tym samym językiem. (CBP)