W metodzie „na Włocha” (znana też jako metoda „na telezakupy”) chodzi o wciśnięcie przedsiębiorcy zakupu podrabianych lub nawet oryginalnych urządzeń lub maszyn, mamiąc wizją bardzo wartościowych bonusów. Wykonujesz zakup, ale bonusów oczywiście nie dostaniesz.

Nazwa metody pochodzi od narodowości kilku oszustów, którzy próbowali naciąć przedsiębiorców. Trochę wiąże się więc ze stereotypowym postrzeganiem obywateli słonecznej Italii jako sprawnych sprzedawców, którzy są podekscytowani i nakręceni już w chwili wysiadania z samochodu. Głośno perorują, wychwalając zalety swojej oferty i jednocześnie podkreślając swoje rodzinne położenie (duża familia, teściowie na karku). Równie dobrze może to być każdy inny mieszkaniec Południa Europy, ale na nieszczęście w Polsce akurat byli to Włosi.

Przekręt polega na oferowaniu czegoś praktycznego, przydatnego i dość wartościowego do firmy jako dodatek do zakupu innego urządzenia lub maszyny. Stąd nazwa metody „na telezakupy”: jeśli kupisz komplet noży, to w prezencie dostaniesz kapcie antypoślizgowe, ramkę na rodzinne zdjęcie i zestaw przedmiotów do pielęgnacji zarostu. W wariancie firmowym możesz otrzymać ofertę drukarki lub kopiarki, agregatu prądowego lub innego, popularnego sprzętu w twojej branży.

Co bardziej perfidni oszuści mogą próbować „zmiękczyć” swoją niedoszłą ofiarę. Publikując odpowiednie reklamy w internecie, użytkownik internetu instaluje w swojej przeglądarce wirusa lub nawet ciasteczka reklamowe, które wyświetlają odpowiednie komunikaty podczas przeglądania innych stron. W ten sposób przedsiębiorca otrzymuje przypomnienie, że dana maszyna jest bardzo potrzebna i że warto się w nią zaopatrzyć. Po pewnym czasie od emisji reklam pod siedzibę firmy „przypadkiem” podjeżdża sportowy samochód z szybko gadającym kierowcą. Dalszy ciąg zdarzeń już znasz.

Metoda na Włocha, tak jak każde inne oszustwo, żeruje na naszym niedopatrzeniu, codziennym zamieszaniu i wahaniach prosperity w biznesie. Dlatego tym bardziej przykro, gdy jej ofiarami padają konsumentów i przedsiębiorców. W dobrej wierze szukali rozwiązania swoich problemów, a wpadli w jeszcze większe problemy. Dlatego zawsze trzeba mieć oczy dookoła głowy, ograniczone zaufanie do fantastycznych ofert i pozytywistyczny etos „bez pracy nie ma kołaczy”.

Skróty w biznesie wydają się atrakcyjne – do momentu, gdy przychodzi oszukańcza faktura lub komornicze wezwanie do zapłaty. Pilnujmy się więc i uważajmy na wszelkie okazje z niepotwierdzonych źródeł i zbyt dobre, by były prawdziwe. (CBP)