Jedyną pewną rzeczą, na którą pracodawcy mogą liczyć jest to, że pracownicy najpóźniej dziesiątego dnia każdego miesiąca wyciągną ręce po wypłatę.

Wielu „coachów” i „doradców” biznesu dzieli się z przedsiębiorcami dobrymi radami na temat prowadzenia firm. Jedna z najczęstszych porad brzmi: dobry szef, wrażliwy i sympatyzujący to ideał dzisiejszych post-modernistycznych czasów (cokolwiek to znaczy). Przedsiębiorcy próbują więc być mili i wyrozumiali dla pracowników, na czym prędzej czy później srogo się wykładają.

Sytuacja przedstawiona we wczorajszym wpisie – fala zawiści wywołana widokiem nowego samochodu w leasingu – to jeden z takich zimnych pryszniców rzeczywistości, gdy przedsiębiorcy orientują się, że ich wszystkie wysiłki, pójścia na rękę i poczynione przysługi idą na marne. Każda dobra rzecz, którą zrobili dla pracowników kosztem swojej wygody, swoich pieniędzy, swojego czasu, nie jest warta nawet sekundy zawahania w opisanej sytuacji. Do przedsiębiorców dochodzi gorzka prawda: że jedyną pewną rzeczą, na którą mogą liczyć jest to, że pracownicy najpóźniej 10 dnia każdego miesiąca wyciągną ręce po wypłatę.

Dlatego biografie ludzi sukcesu – przedsiębiorców sukcesu – pokazują ich raczej jako osoby zachowujące dystans międzyludzki i emocjonalny, egzekwujących terminy oraz obowiązki co do zapisanej litery. Niektórzy dodają do tego swoje osobiste smaczki charakteru, będąc wrednymi dupkami.

Photo by Jordan Whitfield on Unsplash

Jednak większość poprzestaje na życzliwej nieufności względem pracowników.

O tym jednak nie mówią „coachowie”, ponieważ szeroka opinia publiczna składa się głównie z pracowników. Nikt nie chce publicznie podkładać się pod hejt, mimo że wielu „doradców” prywatnie podziela taką opinię. Zresztą, wielu z nich również jest przedsiębiorcami i doskonale wie, jak postępują ludzie zatrudnieni w ich firmach.

Dobry szef, kumpel z firmy, powiernik i życzliwa dusza: to nie są postawy, które pomagają w zarządzaniu firmą. Owszem, pomagają zdobywać i zyskownie obsługiwać klientów, ale nie można ich przykładać w tej samej mierze do pracowników. Koniec końców, naprawdę mało który pracownik postawi dobra firmy ponad swoje własne. I to jest w porządku. Porzućmy romantyczne wyobrażenie, że firmy najlepiej funkcjonują w atmosferze emocjonalnej komuny hipisowskiej, gdzie wszyscy się kochają i sobie pomagają. Pracownicy zamieniają swój czas za pieniądze. My jako pracodawcy kupujemy ich czas. Niech obie strony starają się wypełnić swoje obowiązki kontraktu jak najlepiej – bez stawania na głowie, bez wychodzenia przed szereg, z zachowaniem zwykłej ludzkiej życzliwości, ale też respektując i egzekwując warunki kontraktu. Gdy pracownik będzie szanować pracodawcę, a pracodawca – pracownika, wtedy firma będzie funkcjonować znakomicie. Bez konieczności bycia dobrym szefem – po prostu, bądź profesjonalnym właścicielem firmy. To wystarczy. Naprawdę.

Zresztą, czy twoim ostatecznym celem jako przedsiębiorcy jest posiadanie szczęśliwej załogi? Czy szczęśliwą załogę postawisz wyżej nad powodzenie firmy? Jeśli odpowiedź brzmi „NIE”, zastanów się: może oczekiwania związane z „dobrym szefem” wcale nie pochodzą od pracowników, ale od ciebie? Może to wyłącznie ty próbujesz sobie coś zrekompensować lub udowodnić? Oto zimny, uwalniający prysznic: nikt tego od ciebie nie oczekuje. Naprawdę. Bądź profesjonalnym właścicielem firmy. To wystarczy. (CBP)