Co zrobić w takim hipotetycznym scenariuszu: twój biznes opiera się na dużej hali handlowej, a niedługo ma wejść w życie ustawa w ogóle zakazująca sprzedaży i zakupu w takich obiektach. Jak wtedy utrzymać przychody?

W poniższych rozważaniach załóżmy, że duże obiekty handlowe zostają zakazane w ogóle. Przez cały tydzień, od poniedziałku do niedzieli. Bez wyjątków. Co wtedy zrobisz?

Trzy działania są kluczowe.

Po pierwsze, natychmiast zgłoś się do swojej lokalnej organizacji branżowej. W takich momentach drastycznej zmiany reguł gry rynkowej konkurenci branżowi muszą odłożyć na bok niesnaski i zewrzeć szyki. Rozwiązanie problemu musi być skuteczne i jednocześnie takie, które nie wywoła fali „uprzejmie donoszę” lub prób nacisku albo zastraszania przedsiębiorców i klientów. Na własną rękę nie wymyślisz nic dobrego, nawet z pomocą prawnika.

Po drugie, uświadom sobie, że reguły gry się zmieniły. Nawet jeśli uważasz, że zakaz zostanie formalnie zniesiony (nie wiesz przez kogo, ale jakoś może się udać), to raz uchylona furtka do podobnych zmian prędzej czy później zostanie otwarta do końca. Lepiej przygotować się do tego wcześniej, lepiej mieć plan już teraz niż za rok w panice szukać rozwiązania lub nabywcy na swoją firmę. Gdy uświadomisz sobie, że zmiana zaszła, osiągniesz spokój potrzebny do wymyślenia sposobu na utrzymanie przychodów – lub zakończenia działalności i przejścia do innej branży lub na biznesową emeryturę. To też jest wyjście. Nie ma w nim nic wstydliwego. Nie wszyscy mają ochotę kopać się z koniem.

Po trzecie, niech dyrektor finansowy przygotuje symulację przychodów firmy – scenariusz negatywny to utrata 100 proc. wpływów, scenariusz przeciętny to utrata 50 proc., scenariusz pozytywny to utrata 30 proc. Spójrz, jak wtedy wygląda wynik miesiąca. Czy firma wciąż notuje zyski? Jeśli nie, to ile oszczędności trzeba wygenerować? Załóż kolejne scenariusze i zobacz, jak wtedy wygląda twój biznes.

Zakaz handlu?

Rozwiązanie wydaje się proste: e-commerce. Przejście na działalność elektroniczną polega na przygotowaniu elektronicznego (internetowego lub mobilnego) sklepu, w którym będą dokonywać się transakcje zakupu/sprzedaży w połączeniu z przekształceniem tradycyjnego sklepu w showroom do oglądania i doradztwa (bez możliwości zakupów) lub punkt odbiorów. Klienci robią zamówienia w tygodniu i jako opcję odbioru zaznaczają „odbiór własny w punkcie odbioru”. Płatności wykonują przez internet. Do „sklepu” przyjeżdżają tylko po to, by obejrzeć towar i/lub go odebrać. Nie zachodzi opisana w definicji handlu wymiana na pieniądze lub inne dobra/towary. Sklepy wyłączają/likwidują po prostu kasy w sklepach – o ile jest to możliwe fizycznie.

W ten sposób łatwo mogą zmienić swój biznes markety meblowe i wnętrzarskie, RTV/AGD, odzieżowe itp. Oszczędzą mnóstwo pieniędzy i wzmocnią obsługę klienta. Z zakupami spożywczymi jest trochę gorzej, bo Polacy nie są przyzwyczajeni do tego sposobu robienia zakupów. Sądzimy jednak, że szybko byśmy przekonali się do tego sposobu robienia zakupów – a nawet, że szybko byśmy to polubili i chcieli robić zakupy bieżące tylko w taki sposób. Wszystko zależy od tego, czy operatorzy dużych sieci handlowych w końcu zrobią wygodne aplikacje do kupowania.

Podkreślamy, że niniejszy tekst nie stanowi porady prawnej i nie powinien być traktowany jako taka porada. Odnosimy się w nim do hipotetycznej sytuacji całkowitego zakazu handlu w dużych halach. Pokazujemy sposób zmiany modelu biznesu, aby w miarę bezboleśnie pod kątem przychodów przejść na brak tradycyjnej działalności handlowej: czyli żeby w „sklepach” nie sprzedawać, nie kupować i nie wymieniać dóbr i towarów. Zanim cokolwiek postanowisz w swoim własnym biznesie, skonsultuj się z prawnikiem i z branżową organizacją. To w końcu twój biznes, ty odpowiadasz za jego powodzenie. (CBP)