Na każdym portalu poświęconym biznesowi, przedsiębiorcom, sukcesowi, wcześniej czy później jakiś ekspert dzieli się prawdą objawioną: jeśli kochasz to, co robisz, jeśli to twoja pasja, to tak właściwie nie pracujesz. I mają rację, z jednym zastrzeżeniem: tacy pasjonaci to świetni pracownicy, jeśli zatrudnisz ich w swojej firmie. Widzisz różnicę? Świetnie, bo o nią właśnie chodzi.

Wszystkie pasje typu „gotowanie” czy „naprawa samochodów” to świetne pomysły – tylko tyle. Pomysły te można przekuć na zawód wykonywany na etacie. Albo na freelancerkę wykonywaną od przypadku do przypadku, po to, żeby nie zgnuśnieć w normalnej robocie. Albo na kanał na YouTube, żeby zostać blogerem i mieć formalnie czas na swoje pasje, zainteresowania.

Gdy gotowanie potraw lub naprawa samochodów sprawia ci przyjemność, chcesz spędzać jak najwięcej czasu, robiąc właśnie to. Tymczasem prowadząc firmę, większą część większości dni spędzasz na:

  • pilnowaniu dokumentów i przelewów,
  • sprawdzaniu zamówień,
  • odpisywaniu na maile i innych kontaktach z klientami,
  • rozwiązywaniu góry bieżących spraw,
  • zapewnianiu, żeby pracownicy mieli odpowiednie warunki do wykonywania swoich obowiązków (żebyś nie musiał robić ich ty).

Na swoją „pasję” zawodową masz czas rzadko. A jeśli już uda ci się ugotować coś dla klienta lub naprawić samochód, musisz potem posprzątać kuchnię/warsztat, zebrać płatność, sprawdzić maile, wykonać przelewy, sprawdzić zamówienia… Uprawianie pasji w firmie jest faktycznie miłą przerwą w prowadzeniu firmy. Nie odwrotnie.

Podobnie sytuacja wygląda z byciem blogerem/vlogerem. Mnóstwo młodzieży marzy dziś o zostaniu gwiazdami YouTube. Oglądają filmy, na których ich bohaterowie – wyglądający na zwykłych ludzi – przeżywają niezwykłe przygody. Widzą radość, entuzjazm, sławę i pieniądze. Nie widzą natomiast godzin przygotowań, edytowania filmu, ustawiania sprzętu, żmudnego ustalania (a właściwie wyszarpywania) szczegółów współpracy z reklamodawcami. Nie widzą lat treningu w dzieciństwie, godzin nauki i ćwiczeń. Zdziwisz się, gdy przejrzysz biografie „zwykłych ludzi w internecie”. Okaże się, że posiadają oni dość bogate „branżowe” cv w rozrywce, mediach czy kulturze. Chodzili do szkół muzycznych, szkół filmowych, uczęszczali na lekcja tańca, dykcji i aktorstwa. Dla nich YouTube okazał się wybawieniem od mozolnego przebijania się po szczeblach skostniałej branży.

Aha, byśmy zapomnieli: ci zwykli ludzie tak samo jak inni przedsiębiorcy normalnie prowadzą firmy: wypełniają deklaracje podatkowe, zbierają faktury kosztowe, odpisują na maile klientom. 

Dla prawdziwego przedsiębiorcy pasją jest prowadzenie firmy.

Prawda jest natomiast taka: na pasji zarabiają specjaliści, którzy zatrudnią się w twojej firmie.

Pasjonatami są inżynierowie, którzy godzinami roztrząsają najmniejszy szczegół projektu. Pasjonatami są marketerzy, którzy nieustannie uczą się nowych sposobów komunikacji i testują, co działa najlepiej na klientów. Pasjonatami są kucharze, którzy przychodzą do restauracji o piątej rano i przygotowują kuchnię na cały dzień wytężonego gotowania.

Pasjonatów należy zatrudnić w firmie. Odnaleźć podczas rekrutacji i skłonić do podpisania umowy. Następnie trzeba zapewnić im warunki do pracy i co jakiś czas kontrolować, żeby równocześnie z rozwijaniem swojej pasji realizowali dla ciebie zyskowne projekty.

Pasjonaci nie chcą przejmować się, czy pensja wpłynie im na konto. Nie chcą wypełniać pitów ani dzwonić po raz ósmy w ciągu godziny do banku, żeby dowiedzieć się, kiedy system w końcu ruszy, bo bardzo ważne przelewy czekają w kolejce wysyłania. Bycie pasjonatem to świetna sprawa.

Dla prawdziwego przedsiębiorcy pasją jest prowadzenie firmy.

Jeśli nie odczuwasz przyjemności z prowadzenia firmy, to bardzo wyraźny znak, żeby poważnie pomyśleć o zmianie sposobu zarządzania/własności firmy.

Być może gdy zakładałeś firmę jakiś czas temu, wpadłeś w pułapkę „pasji” przedsiębiorcy. Na początku fajnie szło. Skala działania nie była duża. Udawało ci się pogodzić prowadzenie firmy z robieniem tego, co lubisz naprawdę: świadczeniem usług lub produkcją towarów. Ponieważ byłeś (i wciąż jesteś) w tym dobry, zdobyłeś stabilnych klientów. Firma utrzymała się na rynku i zaczęła przynosi ci również pieniądze, nie tylko satysfakcję.

Teraz tkwisz w pułapce, z której nie bardzo widać wyjście. To przedsiębiorczy „wyścig szczura”, w którym nie ma zwycięzcy, nie ma mety, nie ma wyjścia. Firma przynosi ci pieniądze, ale nie zaspakaja pasji. Kolejne newsy o zakusach ZUS czy milusińskich na twoją marżę dotykają cię do żywego i wyobrażasz sobie, że rzucasz to wszystko w diabły, wyjeżdżasz na Karaiby i tam cały dzień spędzasz na swojej pasji: gotowaniu, naprawie samochodów, kręceniu filmów na YT z kojącym szumem oceanu.

Rozwiązania są trzy:

  • dobierz inwestora/wspólnika,
  • sprzedaj firmę konkurencji za dobrą cenę, zachowując stanowisko związane bezpośrednio z pasją lub przerzucając się na freelancerską współpracę,
  • zatrudnij CEO, a samemu zajmij się rozwijaniem pasji i przekuwaniem jej w produkty/usługi.
Dla prawdziwego przedsiębiorcy pasją jest prowadzenie firmy.

Prawdziwy przedsiębiorca zna swoje przepisy branżowe i nieźle orientuje się w ogólnych przepisach prawno-finansowych.

Prawdziwy przedsiębiorca nie czeka na emeryturę, żeby przestać prowadzić firmę, ponieważ cieszy się każdym dniem, w którym prowadzi firmę. (To szpilka w doradców emerytalnych, zachwalających emerytury dla przedsiębiorców, po których przejedziemy się w następnym artykule.)

Prawdziwy przedsiębiorca jest ciekawy, jak inni przedsiębiorcy prowadzą swoje firmy, jak rozwiązują codzienne problemy, jakie problemy szczęśliwie ominęli.

Może dlatego w Polsce mamy taki a nie inny klimat wokół przedsiębiorczości, ponieważ… ok, to temat na całkiem osobny tekst.

Co jest twoją prawdziwą pasją? Czy jest to przedsiębiorczość?

(CBP)

Źródło grafiki: Free-Photos, Pixabay.