Od kilkunastu miesięcy, gdy milusińscy z rządu potrzebują pieniędzy na jakiś program obłaskawiania społeczeństwa, sięgają do kieszeni przedsiębiorców. Czujemy się podskubywani jak gęsi. Czujemy się wykorzystywani jak bankomat. Tu jeden procent opłaty ekologicznej, tam kilka procent na emerytury pracownicze. Wystarczy!

Płacimy więcej na:

  • podatek bankowy,
  • podatek handlowy,
  • podatek od najmu mieszkań,
  • akcyza objęła nowe towary,
  • oczywiście ZUS od nowego roku,
  • podatek minimalny od nieruchomości komercyjnych,
  • likwidacja górnego progu składek ZUS,
  • opłata emisyjna,
  • podatek na niepełnosprawnych,
  • oczywiście, stawki VAT nie poszły w dół, choć na lewo i prawo słychać, że kasy w skarbcu nie brakuje,
  • no i wkrótce będziemy płacić na Pracownicze Plany Kapitałowe, bo państwo przerzuca swój obowiązek zapewnienia emerytury na pracodawców.

Milusińscy z rządu publicznie uśmiechają się i zapewniają, że statek o nazwie „Polska” płynie w dobrym kierunku. Mają całkowitą rację. Statek płynie w dobrym kierunku. Problem w tym, że nie płynie po powierzchni, a szoruje o kamieniste dno. Gdy przyjrzeć się dokładnie, jak często rząd sięga do naszych kieszeni, kieszeni przedsiębiorców, jasne stają się nie tylko obraz finansów państwa czy jakości zarządzania przez milusińskich, ale też skala paniki, która towarzyszy im na co dzień.

Panika bierze się z dwóch powodów.

Po pierwsze, mimo kolejnych podwyżek opłat i podatków, pieniędzy wciąż brakuje. Swoje dostali lub zaraz dostaną górnicy, nauczyciele, wojsko, lekarze, niepełnosprawni, wielodzietni, emeryci… Spirala wydatków się nakręca.

To wywołuje drugi powód nieustannej paniki: nie znają oni dnia ani godziny, kiedy wkurzeni przedsiębiorcy w końcu zaczną działać.  To tak, jakby za każdym razem, gdy premier czy ministrowie pojawiają się w gazecie, telewizji lub internecie, nad ich głowami pojawia się dymek z myślą „Może jeszcze nie teraz, może jeszcze nie walnie”. Boją się tego panicznie.

Nie bójcie się, milusińscy. Mamy nieduże firmy, w których pracujemy sami lub zatrudniamy kilka osób do pomocy. Nie będziemy walczyć z ministrami ani obalać ustroju. Zadbamy jedynie o własny interes – dokładnie w taki sam sposób, jak wobec nas zachowują się klienci na rynku i z czym musimy się mierzyć codziennie w prowadzeniu działalności gospodarczej.

Bo co by się stało, gdyby twoja firma co kilka tygodni podnosiła ceny swoich produktów/usług? Zgodnie z podstawowym prawem popytu: im wyższa cena, tym mniejsza liczba transakcji i mniejsze przychody. Wyjątkiem jest sytuacja, w której twoja firma byłaby monopolistą. Wtedy w pewnym, niezbyt długim okresie, przychody poszłyby w górę. Tak jak idą teraz. Ale popyt na ofertę monopolisty drastycznie spadnie, gdy na horyzoncie pojawi się konkurencja z taką samą lub lepszą ofertą albo pojawi się substytut z gorszą ofertą, ale będzie mniej irytować klientów.

Monopolistą jest państwo, które udziela licencji na prowadzenie działalności gospodarczej na jego terenie.

Za licencję płacimy w postaci podatków i opłat związanych z prowadzeniem działalności. Co prawda możemy je odliczać od przychodu i od podatku w określonym zakresie, ale gdy one rosną bardziej niż rosną nasze przychody, to faktycznie zarabiamy mniej, wykonując tę samą pracę. I co gorsza, widzimy, że część zabranych nam pieniędzy trafia nie tam, gdzie są potrzebne, ale na premie dla swoich, darowizny i zamówienia dla znajomych. I na wieloletnie prace nad kodeksami pracy, które potem w ciągu kilku dni lądują w koszu. I na fundacje promocji kraju, które nie mają pomysłu, jak promować nasz kraj.

Dlatego jako grupa, która nie dostaje nic od rządzących i która jest obciążana kolejnymi opłatami, mamy pełne prawo zadbać o własny interes. To oznacza, żeby sprawdzić, jaką ofertę ma konkurencja – czyli co inne kraje Unii Europejskiej mają do zaoferowania właścicielom niewielkich firm? Na jakich warunkach można nabyć rezydencję podatkową? Jak fizycznie można ustawić codzienne procesy decyzyjne w firmie tak, żeby zarządzać nią z innego kraju? Jakie przepisy obowiązują firmy z naszych branż – i czy przepisy te obowiązują w sytuacji, gdy działalność rezydenta jest prowadzona poza granicami kraju rezydencji?

Nadszedł ten czas.

Wystarczy tego podszczypywania kolejnymi opłatami. Mówimy „dość”. Niedługo na CoBoliPrzedsiębiorcę rozpoczniemy publikację materiałów o prowadzeniu firmy działającej w Polsce przez rezydenta podatkowego z innego kraju. Zapraszamy do przesyłania pytań i pomysłów, czego chcecie w tym temacie się dowiedzieć.

(CBP)

Źródło grafiki: Nicman, Pixabay.