Przymiarki do powołania komisji ds. VAT z daleka zalatują kampanią wyborczą za państwowe pieniądze (to jest legalne?). Wyłudzenia VAT to oczywiście rzecz niedopuszczalna, bo narusza zasady zdrowej konkurencji między firmami. Pomyślmy jednak chwilę nad taką kwestią: a gdyby na drobne uchybienia przedsiębiorców było przymykane oko?

Nie chodzi nam o takie przymykanie jak ma miejsce obecnie: czyli całkiem sporo firm narusza całkiem sporo przepisów, ale że nie da się sprawdzić wszystkich firm, więc uchodzi im to na sucho. Chodzi o oficjalne pozwolenie na robienie pewnych rzeczy, które ustawodawcom i etatowcom wydają się „nieuczciwe”, ale w gruncie rzeczy stanowią premię za odwagę dla przedsiębiorców – za to że podejmujemy ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej, organizujemy pieniądze na pensje i podatki, siedzimy 20 godzin na dobę podczas wolnego tygodnia majowego.

Weźmy jako przykład lokalne obniżenie podatku dochodowego na okres 2-3 lat.

Wiele gmin stosuje je, by zachęcić inwestorów i przedsiębiorców do założenia i prowadzenia firm na swoim obszarze. Podejście januszowe polega na tym, że po upływie okresu obniżki firma X zamyka działalność, po czym za moment powstaje nowa firma Y, która robi dokładnie to samo co firma X, z tymi samymi pracownikami, w tym samym lokalu, dla tych samych klientów.

Hurr durr, grzmią ustawodawcy i opinia publiczna. To wyłudzanie pieniędzy publicznych! Nieetyczna zagrywka!

Z drugiej strony, firma zostawia lokalnie całkiem sporo pieniędzy. Zapewnia pracę mieszkańcom. Kupuje surowce od lokalnych dostawców. Menedżerowie (przyjezdni) wynajmują pokój/mieszkanie od miejscowych landlordów, jedzą posiłki lub robią zakupy spożywcze w lokalnych restauracjach lub lokalnych sklepach (jeśli jest dobre i nie chce im się wozić produktów z większego miasta), tankują paliwo na lokalnych stacjach (jeśli jest tańsze) itd. I to nie te najtańsze, ale z wyższą marżą. Czy ktokolwiek wyliczył, ile właściwie wydaje miesięcznie osoba z wyższymi zarobkami w biznesach lokalnych? Po zsumowaniu wyszłaby naprawdę ciekawa suma: kilkaset do kilku tysięcy złotych? Do tego dochodzą koszty utrzymania firmy: prąd, internet, ochrona, sprzątanie, catering.

Niech teraz przyjdzie do gminy kilka-kilkanaście takich firm, w sumie z kilkudziesięcioma menedżerami. Przy bardzo zgrubnych wyliczeniach oznacza to kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, zasilające bezpośrednio innych lokalnych przedsiębiorców – tych, którzy płacą podatki w normalnej stawce.

Czy to tak źle, że firma X staje się firmą Y i ponownie korzysta z obniżenia podatku dochodowego?

NIE.

Wiele gmin ma jednak ogromne problemy z przyswojeniem takiego myślenia, przez co mało która gmina wykorzystuje potencjał takich narzędzi przyciągania przedsiębiorców. Największe problemy są trzy.

Problem 1: oburzenie wyborców na januszowanie nowych przedsiębiorców.

Klasyczny problem. Niewiele osób posiada na tyle silną wizję, osobowość i inne zasługi dla gminy i jej mieszkańców, żeby pozwolenie na januszowanie kilku firm spoza regionu nie zniszczyło szans na następną kadencję. Rozwiązać ten problem można poprzez widoczne zaangażowanie zaproszonych firm (rozwiązuje to także problem numer 3).

Problem 2: brak strategii przyciągania przedsiębiorców.

Gmina musi stać się „gminnym przedsiębiorcą” i przygotować prostą strategię: jakie firmy chcemy przyciągnąć, co możemy im zaoferować, jakiego zaangażowania wymagamy od nich w zamian. Nawet takie proste zestawienie pomoże uporządkować działania. Łatwiej przygotować ofertę, a potem łatwiej pilnować realizacji ustaleń z sześcioma sklepami internetowymi (czyli z firmami z jednej branży) niż z dwoma sklepami internetowymi, jednym producentem opakowań, dwoma firmami IT, jednym producentem żywności.

Problem 3: brak strategii bieżącej współpracy (to tutaj są korzyści i pieniądze dla gminy!)

Przeważnie gminy zapraszają firmy, może nawet organizują konferencje z podpisaniem listu intencyjnego, a potem nie interesują się dalszą współpracą. Tymczasem trzeba mieć pomysł, jak zaangażować firmę w życie gminy. Istnieje mnóstwo marketingowych projektów edukacyjnych, kulturalnych, związanych ze środowiskiem naturalnym, które gmina może realizować wspólnie z firmami. Dzięki temu mieszkańcy widzą, że zaproszonym firmom zależy na dobrobycie gminy, a nie tylko na zgarnięciu do kieszeni oszczędności na podatku dochodowym. Jeśli w gminie nie ma ogarniętej marketingowo osoby, ciężar organizowania takiego projektu musi wziąć na siebie marketer z którejś z zaproszonych firm i zaangażować w niego marketerów pozostałych firm.

***

Generalnie, powyższy wywód to poruszanie się w sferze marzeń. Choć na pewno sporo gmin – szczególnie te zajmujące czołowe miejsca w konkursach przyjazności dla przedsiębiorców – coś podobnego robi, ze sporym powodzeniem.

Gdy gmina tak postępuje, wszystko jest lepsze niż teraz: przychody gmin, zadowolenie mieszkańców, satysfakcja przedsiębiorców. Co może zrobić przedsiębiorca, by polepszyć obecną sytuację? Negocjować z gminami. Dawać do zrozumienia, że potrzebny jest oficjalny program dla przedsiębiorców – nie dla jego samego, bo to wygląda na dogadywanie się pod stołem. Gdy wszyscy będą wiedzieli, jakie są warunki współpracy z gminą, łatwiej prowadzić rozmowy i łatwiej uzyskać dobre efekty dla wszystkich. Wychodzić z propozycjami pojedynczych działań z punktu 3, żeby pokazać, że takie podejście nie niesie dla gminy ryzyka wkurzenia wyborców (problem numer 1).

(CBP)

Uwaga: nagroda! W zamian za wypełnienie ankiety, o czym chcesz czytać na CoBoliPrzedsiębiorcę, oferujemy publikację twojej wypowiedzi z linkiem do twojej strony internetowej lub samego linka przy jednym z kolejnych artykułów na portalu (nawet z dramą – jeśli chcesz). Ankieta jest dostępna pod linkiem: https://www.research.net/r/PGHSR8D

Źródła grafik: 7000920, geralt (Pixabay.com).