Nie, nie chodzi o fatalną jakość typowych usług kurierskich. Chodzi o całkowicie fałszywych kurierów, którzy podsuwają ci do podpisania poświadczenie odbioru przesyłki.

Ty podpisujesz i w ten sposób nabywasz 2-letni abonament na kolportaż ulotek płatny po 700 zł miesięcznie. Jasne, to i tak taniej niż ZUS. Ale marne pocieszenie – bo po co ci ulotki, skoro twój biznes to w 100 proc. e-commerce na rynek zagraniczny?

Już 2-3 lata temu portale lokalne miast z południa Polski oraz z Trójmiasta informowały o przypadkach naciągania przedsiębiorców na lipne usługi kolporterskie, telemarketingowe czy promocji w katalogach przedsiębiorców.
Tak więc oszustwo na kuriera nie jest nowym numerem, ale do wielu regionów naszego kraju jeszcze nie dotarła informacja o nim. Po fiasku (mamy nadzieję) akcji z listami oferującymi fakultatywne wpisy do rejestrów przedsiębiorców, naciągacze znaleźli nowy, bardziej perfidny sposób.

„Pomysł na biznes” oszustów polega w tym przypadku na tym, by trafić na zabieganego przedsiębiorcę lub początkującego pracownika w firmie, która odbiera sporo przesyłek.

Podstawiony kurier podsuwa do podpisu formularz, który do złudzenia wygląda jak dokument dostarczenia paczki lub przesyłki. Jest na nim nazwa firmy, numer NIP, dane kontaktowe. Jest też ukryta zgoda na świadczenie usług: najczęściej wspomniane ulotki lub telemarketing. Zabiegany przedsiębiorca lub niedoświadczony pracownik podpisuje, a przesyłkę odkłada na bok.

Przekręt często wychodzi na jaw dopiero w momencie, gdy do firmy trafia pierwsza faktura za lipne usługi. Wtedy jest jednak za późno. Działa zasada fakultatywna: jeśli jest podpis, umowę uznaje się za wiążącą, mimo że podpis został pozyskany oszustwem lub nawet przestępstwem (jeśli osoba podająca się za kuriera faktycznie kurierem nie jest). Co prawda, ostatnio w takich sprawach sądy stają jednak po stronie ofiar przekrętów. Ale i tak: trochę to trwa, a otrzymane faktury trzeba uregulować – w przeciwnym razie oszuści mogą sięgnąć po windykację lub komornika.

Rada na to jest jedna: czytać uważnie wszystko, co masz podpisać, i najlepiej nie robić tego od razu, ale choćby następnego dnia.

To wymaga, niestety, ograniczonego zaufania do naprawdę każdego, niezależnie od stroju, wizytówki czy nazwiska. Ale to już wiesz: nauczyłeś się tego po naszym wpisie o byłym księdzu, który wyłudził gospodarstwo (pierwszy wpis o pułapkach na przedsiębiorcę na naszym portalu). (CBP)