No i stało się. Po około trzech tygodniach od chlapnięcia o pomyśle przez premiera dziś ogłoszono założenia podatku dla najbogatszych. Tym samym, dziś, 15 maja 2018 roku, rząd i całe państwo polskie straciło cały kapitał zaufania u przedsiębiorców.

Gdy koło południa pojawiła się ta informacja, wcześniejsze plany naszych komentarzy poszły do kosza. Mieliśmy na ten tydzień naprawdę fajny pomysł:

  • zaczynamy od przykładu przedsiębiorcy z Australii, który sprzedaje produkty z Afryki i robi biznes na skalę światową,
  • potem szturchniemy leniwych pracowników, którzy nie wiedzą, co mają ze sobą robić, gdy nagle otwiera się im pół godziny wolne od zadań zawodowych,
  • następnie doradzimy, jak robić interesy z małymi firmami i ich właścicielami – różnią się bardzo od właścicieli firm średnich i dużych,
  • szybko podpowiemy, dlaczego przedsiębiorca powinien polubić sałatki, a szuflada w jego biurku powinna przypominać wystawę zdrowych batoników,
  • i wreszcie na koniec tygodnia, zaproponujemy na wiosenno-letnie medytacje przy grillu pewien zwrot, swoiste motto przedsiębiorcy, które pomoże uodpornić się na wszelkie codzienne problemy i wpadki.

Ale po decyzji z południa wszystkie te teksty straciły trzy czwarte sensu.

Bo po co?

Po co mamy się inspirować przykładami fajnych przedsiębiorców, skoro to, co osiągniemy zostanie złupione podatkiem? Po co mamy motywować pracowników i zwiększać ich produktywność, skoro to, co wypracują, zostanie odebrane przez milusińskich? Dziś opodatkowani zostali „najbogatsi”, którzy miesięcznie zarabiają ok. 87 tys. złotych – oczywiście, nie wiadomo, czy brutto czy netto, bo używanie takich terminów nie przyjdzie do głowy milusińskim. Za pół roku okaże się, że potrzebne będą kolejne pieniądze, więc próg uznania obywatela za „należącego do najbogatszych” zostanie obniżony.

Czarnowidztwo? Nieuprawnione wybieganie w przyszłość? A jaką mamy gwarancję, że tak się nie stanie?

Po dzisiejszej decyzji mamy zero zaufania do państwa polskiego.

Zero zaufania do wszystkich: do posłów i senatorów, niezależnie od opcji politycznej. Jakoś nie słychać głośnych protestów z ław sejmowych. W sumie, nie dziwne: oni mają wynagrodzenia zmniejszone, więc raczej na pewno nie załapią się do „najbogatszych”.

Konstytucja dla biznesu? Ha! Nie jest warta tuszu w długopisie, którym została podpisana. Co nie jest zabronione, to jest dozwolone? To czemu związki zawodowe straszą markety, które w zgodzie z prawem i konstytucją biznesu używają przepisów, by sprzedawać w niedziele? Co to za zastraszanie Żabki za to, że zostaną zmienione przepisy, by uniemożliwić działalność w niedzielę marketom podającym się za placówki pocztowe? Gdzie jest minister przedsiębiorczości? Gdzie jest premier, wielki orędownik konstytucji biznesu?

Osobny żal leci w stronę organizacji przedsiębiorców. Na samym początku opublikowaliśmy na portalu tekst, w którym chwaliliśmy istnienie tych organizacji. Że to dobry pomysł, by walczyć o interesy przedsiębiorców. To jednak była pomyłka. Nikt za nas nic nie zrobi. A my sami niewiele możemy. Każdy z nas, każdy z osobna, musi na własną rękę podjąć decyzję, co robić dalej.

Co zatem robić – tak w praktyce?

W naszych komentarzach staramy się, żeby zawsze była jakaś praktyczna porada. Czasem są one bardziej praktyczne (jak nie wchodzić w deale z urzędnikami poprzez przetargi publiczne na większe kwoty), a czasem mniej (jak sugestia z posiadaniem placu manewrowego przez warsztaty samochodowe i motocyklowe). Więc i tym razem damy kilka pomysłów, jak sensownie zareagować na podatek dla najbogatszych. Bo jako przedsiębiorcy jesteśmy naprawdę dobrzy w radzeniu sobie z problemami i znajdowaniu rozwiązań nawet w pozornie beznadziejnych przypadkach.

Nie ulega wątpliwości, że ci, których przepisy dotkną bezpośrednio, mają kilka miesięcy na przeobrażenie swojego biznesu tak, aby nie przekraczać zapowiadanego progu. Kilka miesięcy, bo przepisy mają dotyczyć dopiero roku podatkowego 2019.

Działalności samodzielne powinny przejść na formę spółek. Przedsiębiorcy samodzielni powinni myśleć o rozwinięciu swojego biznesu tak, aby dotrzeć pod granicę opodatkowania – a potem wyjść za granicę lub otworzyć drugą, osobną firmę. W perspektywie zaś poważnie podejść do planowania wyjścia z biznesu. Nie będziemy w Polsce przedsiębiorcami do śmierci, ani nawet do emerytury. Rozwinąć firmę, zarobić, spieniężyć – i spełniać swoje marzenia. Nie jesteśmy przedsiębiorcami po to, żeby płacić podatki.

Spółki powinny podzielić się na sieć mniejszych firm i świadczyć wzajemnie usługi, żeby uzyskiwać koszty. Większe firmy – tutaj recepta jest oczywista: wyjść za granicę i prowadzić działalność w Polsce na zasadzie sieci np. licencji (w tym franczyzy).

Majątek firmy nie powinien być duży. Nie wiadomo, kiedy milusińskim wpadnie do głowy opodatkować nie tylko dochody, ale też majątek firm. Leasingować wszystko, co się da. Nie wydawać z góry pieniędzy. Nie przesadzać z inwestowaniem. Nie przesadzać z zatrudnieniem.

Nikt się o nas nie upomni. Nie pójdziemy protestować kilka tygodni w sejmie. Nie będziemy też ostentacyjnie egzekwować obywatelskiego nieposłuszeństwa niepłaceniem podatków. Ale za to zacznijmy bardziej dbać o siebie. To możemy robić. Mamy jeszcze całkowitą swobodę podejmowania decyzji w naszych firmach.

Do pierwotnego planu publikacji wrócimy jeszcze w tym tygodniu. Nasze życie nie toczy się wyłącznie wokół milusińskich. Mamy swoje tematy, swoje radości i przyjemności, swoje przemyślenia.

(CBP)

Uwaga: nagroda! W zamian za wypełnienie ankiety, o czym chcesz czytać na CoBoliPrzedsiębiorcę, oferujemy publikację twojej wypowiedzi z linkiem do twojej strony internetowej lub samego linka przy jednym z kolejnych artykułów na portalu (nawet z dramą – jeśli chcesz). Ankieta jest dostępna pod linkiem: https://www.research.net/r/PGHSR8D

Źródło grafiki: LisaAttractLove, Pixabay.