Niech historia o tym, jak dwóch gości założyło firmę „Świnkotechnika” produkującą urządzenia do wibrowania świń, zainspiruje cię, oczyści szkodliwe przekonania i przyciągnie sukces, na który zasługujesz. Chrum!

To miał być zwykły wpis z inspiracją. Historia jakich wiele w Stanach. Dwóch gości zaraz po studiach, zajarani możliwościami. Zakładają firmę w dość dziwnym dla postronnego obserwatora, choć lokalnie znanym i działającym biznesie hodowli nierogacizny. Dostają dofinansowanie od inwestorów. Dopracowują pomysł i zaczynają sprzedawać produkty. Fajne? No, może. Inspirujące? Eee.

Dlatego zamiast zwykłego newsa, o którym będziesz pamiętać co najwyżej przez godzinę – i to z powodu śmiesznej grafiki, a nie dzięki mądrości samego artykułu – przyjrzymy się sposobowi, w jaki dwaj założyciele „Świnkotechniki” (w oryginale: SwineTech) oczyścili swoje przekonania z barier i przyciągnęli do siebie sukces. Oczywiście, poniższe rozważania są naszymi przypuszczeniami. Pisaliśmy je ze sporą dozą empatii, ale mimo to na pewno odzwierciedlają nasz punkt widzenia, a nie punkt widzenia właścicieli SwineTech. Jednak dla celów ćwiczenia to absolutnie wystarczy.

Co cię martwi?

Skala zjawiska zabijania prosiaczków przez maciory to spory problem dla hodowców. Podobno naukowcy nie wiedzą do końca dlaczego tak się dzieje, że maciory w chlewie zbijają się w tłum, przy okazji tratując i zgniatając małe kwiczące zwierzątka. Hodowcy z pewnością tracą oni na tym duże pieniądze. Nie mówiąc o współczuciu i poczuciu odpowiedzialności za los małych kwiczących zwierzątek.

Dlaczego cię to martwi?

Najprościej chyba połączyć w jeden argument historię z dzieciństwa (może któryś z dwóch założycieli jako dziecko, na farmie u dziadków lub rodziców, był świadkiem takiego przykrego zdarzenia) oraz młodzieńczą pasję do zmieniania świata na lepsze. Dorzućmy do tego zbieg okoliczności: na zajęciach z marketingu, sprzedaży lub zarządzania gospodarstwem, jeden lub obaj właściciele jako zadanie ćwiczeniowe dostali/wybrali hodowlę świń. Podczas zbierania materiałów przypomnieli sobie o zjawisku z zabijaniem prosiaczków i postanowili coś z tym zrobić konkretnego.

Co cię blokuje przed rozprawieniem się ze zmartwieniem?

Przy tym pytaniu, niezależnie od tego, jak zostanie sformułowane, eksperci zawsze podkreślają, że chodzi o obawy blokujące naszą inicjatywę. Nie robimy w życiu różnych rzeczy dlatego, że się boimy ich konsekwencji – zarówno gdy nam się nie uda, jak również gdy odniesiemy sukces. Tak czy inaczej, coś się w naszym życiu zmieni. A zmian zwykle bardzo nie lubimy.

Gdyby właścicielom SwineTech nie udało się opracować rozwiązania problemu, z pewnością ściągnęliby na siebie śmiech otoczenia: kolegów i koleżanek z roku, rodziców, znajomych, profesorów. Jeśli mieli dobre stopnie, usłyszeliby „Prawdziwe życie nie jest takie proste jak studia. Jeszcze wiele musicie się nauczyć. Spuśćcie głowy i słuchajcie mądrzejszych. Pracujcie, żeby utrzymać status quo”. Jeśli mieli słabe stopnie, usłyszeliby „No i gdzie się wpychacie? Trzeba było się uczyć, a nie teraz pajacować. Cóż za zuchwałość! Uzupełnijcie wiedzę, a potem próbujcie zmieniać świat”.

Gdyby natomiast im się udało, byliby i tak na cenzurowanym. Skoro do tej pory inni, znacznie bardziej doświadczeni naukowcy czy przedsiębiorcy nie dali rady opracować skutecznego rozwiązania, to ich sukces – świeżo upieczonych absolwentów uczelni – będzie postrzegany w kategorii przypadku. „Życzliwi” będą wypatrywać potknięć, żeby uruchomić ulubiony przebój wszystkich zawistników pt. „A nie mówiłem”.

Tak czy inaczej, przedsiębiorca, który próbuje odnieść sukces, zawsze ściąga na siebie nieprzychylne spojrzenia. Wiele osób tego nie czuje się z tym komfortowo, nie potrafi wytłumaczyć sobie przykrych odczuć, nie potrafi zbudować mostu między sobą a „życzliwymi” albo całkowicie się od nich odciąć. Wolą więc siedzieć na etacie i narzekać niż ruszyć tyłek i coś zrobić.

Dlaczego w to wierzysz?

Bo tyle się słyszy w mediach o upadkach start-upów.

Bo rodzice radzą, żeby iść do pracy do dobrej firmy i nie bawić się w zmienianie świata.

Bo brakuje wiedzy lub chęci do poświęcenia czasu na naukę, na nawiązanie znajomości, na analizę rynku, na próby i testy.

Bo mimo ambicji zmiany świata, trzeba znaleźć w sobie pokorę do współpracy z innymi i słuchania od nich wskazówek. Tymi innymi przede wszystkim są pierwsi klienci, płacący klienci.

Bo nie bardzo chcemy czuć się inni od rówieśników lub znajomych.

Przedsiębiorcą można się urodzić. Na przedsiębiorcę mogą wychować rodzice. Przedsiębiorcą można się stać, oczyszczając się z blokad.

Co możesz zrobić, żeby dowieść nieprawdziwości blokad?

Właściciele SwineTech opracowali pierwszą wersję pomysłu, oparli na nim biznesplan i ruszyli na pozyskanie finansowania. Zapisali się do akceleratora przedsiębiorczości na swojej uczelni, gdzie dopracowali pomysł i biznesplan. Uczęszczali na mnóstwo konkursów dla start-upów: aż byli postrzegani jako ich stali bywalcy. Z tych konkursów pozyskali 345 tys. dolarów finansowania. Wzięli też udział w konkursie dla młodych przedsiębiorców z terenów wiejskich, organizowanym przez znanego producenta sprzętu rolniczego, markę John Deere. Wygrali ten konkurs, dzięki czemu dostali 30 tys. dolarów plus 15 tys. ekstra w postaci sponsoringu od marki. W sumie, właściciele zebrali ponad 1,6 mln dolarów od ponad 26 inwestorów.

Działający prototyp urządzenia w międzyczasie brał udział w testach na uczelni, które pozytywnie ukończył. W międzyczasie zostało zmienione rozwiązanie technologiczne. Pierwotnie, gdy świnie zaczynały się zbytnio ściskać, urządzenie w formie pasa na świni wytwarzało elektryczny impuls, który „kłuł” świnię i dawał jej znać, żeby się odsunęła. Ostatecznie, pas został zastąpiony przez specjalną przylepkę, siła impulsu została obniżona, a zanim świnia zostanie ukłuta prądem, najpierw urządzenie wytwarza wibracje.

Pierwsze sztuki urządzenia, do pierwszych wdrożeń komercyjnych, zakupiły trzy duże sieci hodowców świń.

W tym przypadku, nie tyle chodziło o udowodnienie, że blokady nie istnieją. Raczej: że blokady od „życzliwych” nie są tak silne jak się zdawało, ponieważ istnieje spore wsparcie od osób, które naprawdę dobrze życzą i konkretnie pomagają przedsiębiorcom (władze uczelni zakwalifikowały pomysł na testy, inwestorzy dali pieniądze, firmy zdecydowały się wypróbować urządzenie).

I co dalej?

Historia SwineTech pisze się nadal. A co ona oznacza dla ciebie: młodego przedsiębiorcy albo doświadczonego przedsiębiorcy?

Zapisz na kartce problem biznesowy, związany z twoją firmą, który bardzo cię nurtuje. Zapisz lub nagraj na telefonie (zależy, co ci szybciej przychodzi – sugerujemy jednak pokonać niechęć i nagrać swoje rozważania) odpowiedzi na wcześniejsze pytania, związane z problemem na kartce. Zacznij robić to, co napisałeś w pytaniu ostatnim. Bądź gotowy, by po krótkim czasie robić coś innego niż masz w planach – ale że jest to równie przyjemne, nie czuj się źle. Plan jest twój. Możesz go aktualizować. „Życzliwi” niech sobie gadają.

(CBP)

Źródło grafiki: Alexas_Fotos, Pixabay.