Ledwo skończyła się jedna drama z pomysłami rządu na uprzykrzanie życia przedsiębiorcom (zakaz handlu w niedzielę), a za moment może się zacząć kolejna. Tym razem „milusińscy” sądzą, że źródłem sporych pieniędzy mogą być samochody firmowe.

Pracownicy urzędów skarbowych wyraźnie mają za mało pracy z JPK, ponieważ chcą wziąć na siebie kolejną rzecz do kontroli. Według planów, ruszą kontrole pojazdów zarejestrowanych na firmy. podobno będą to zarówno samochody osobowe, jak i ciężarowe. Ale nie wiadomo, czy chodzi o spółki, czy o działalności jednoosobowe. Nie wiadomo, w jakim zakresie kontrola obejmie samochody w leasingu, których formalnym właścicielem jest przecież firma leasingowa. A samochody pracowników zatrudnionych np. na kontrakty menedżerskie lub osób świadczących usługi na rzecz firmy? Czy auta zastępcze również będą śledzone? Ważna jest też kwestia prywatności właścicieli samochodów firmowych oraz przesłanki uruchomienia procedury kontrolnej.

Podobnie jak w przypadku zakazu handlu w niedzielę, szczegółowych pytań jest równie wiele, a odpowiedzi – tyle, co nic.

Po co rząd chce to zrobić?

Trudno powiedzieć, czy rząd liczy na realne zwiększenie przychodów do budżetu, czy to tylko działanie propagandowe, obliczone na pokazanie elektoratowi, że cały czas trwa walka z wynaturzeniami gospodarczymi. Wrzucenia samochodów prywatnych w koszty firmowe oraz używanie samochodów firmowych w celach prywatnych bez cienia wątpliwości są naruszeniem przepisów i nie są fair w stosunku do innych przedsiębiorców. Czy jednak wszystkie podobne działania rząd musi wykonywać w towarzystwie fanfar i sztandarów, obniżając społeczne zaufanie do wszystkich przedsiębiorców, którzy w dalszym ciągu wypracowują zdecydowaną większość PKB? Może by tak najpierw znaleźć podejrzanych, a dopiero potem prowadzić śledztwa? Zarzucając szeroko sieci śledztwa, statystycznie zawsze ktoś się w nie złapie. Dopóki koszt śledztwa będzie niższy od zysku ze śledztwa, takie działanie się opłaca. Tylko ta społeczna utrata zaufania… trudno powiedzieć, czy i kiedy przedsiębiorcom skończy się cierpliwość i przeniosą swoje NIP-y do innych krajów.

Jaka jest szansa na wprowadzenie tego przepisu?

Z jednej strony, niestety, dość spora. Jak w przypadku zakazu handlu w niedzielę czy wprowadzenia JPK, grupa obywateli siedząca na etacie, emeryturze lub 500+ będzie głośno przyklaskiwać „zrównaniu szans” w klasycznym Pawlakowo-Kargulowym stylu „oby tylko sąsiadowi było gorzej niż mi”. Pojawi się też wypróbowany argument „uczciwi nie mają się czego obawiać”.

Z drugiej strony, dużym światełkiem w tunelu jest kwestia prywatności danych przedsiębiorców. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku próby ściągnięcia danych o abonentach płatnych kablówek w celu znalezienia osób niepłacących abonamentu rtv. Operatorzy postawili wtedy argument poufności danych klientów i obronili się przed zakusami ówczesnego rządu. Tutaj może być podobnie. Bezpośrednia inwigilacja obywateli wciąż budzi opór (w przeciwieństwie do pośredniej inwigilacji przez JPK), więc stanowcza kontra ze strony czołowych firm z dużymi własnymi flotami lub producentów samochodów firmowych (ciężarówki) może odesłać pomysł do głębokiej, zakurzonej szuflady.

*****

Tak czy inaczej, warto pamiętać, że samochody firmowe mogą stać się narzędziem uprzykrzenia życia przedsiębiorcom. Leasing wydaje się coraz bardziej sensowną opcją, mimo że jest droższa od normalnego zakupu za gotówkę. O kredycie bankowym oczywiście nie wspominamy – bo już wiemy, że to źródło pieniędzy generalnie jest fatalne dla przedsiębiorców. (CBP)

Źródło grafiki: Gustavo_Belemmi, Pixabay.com.