W ubiegłym tygodniu pojawiły się przecieki na temat super tajnego rządowego projektu zmian w kodeksie pracy. Wielu komentatorów na ciepłych etatach od razu skomentowało konkretne zapisy, ale oczywiście nikt nie dotarł do istoty tego, co najbardziej wkurza przedsiębiorców. Oto te 3 powody.

Po pierwsze, zabieranie kontroli nad decyzjami przedsiębiorców.

Być może zmiany zapisane w propozycji są odpowiednie dla tych firm, które nie posiadają jednego, konkretnego właściciela. Być może w wielkich koncernach państwowych, spółkach skarbu państwa i spółkach notowanych na giełdzie trzeba jeszcze lepiej chronić pracowników przed nadużyciami ze strony kierownictwa. W końcu, podobne rozwiązania funkcjonują w ministerstwach: zmiana ministra w tej samej czy nawet w innej orientacji politycznej wywołuje zmianę strategiczną funkcjonowania danego obszaru państwa. Ale większość pracowników niższych szczebli zachowuje swoje stanowiska: dzięki temu zachowana zostaje ciągłość prac, nie powstaje przejściowy etap chaosu organizacyjnego, który dezorganizuje pracę.

Ale dla właścicieli małych lub średnich firm, którzy osobiście ponoszą ryzyko prowadzenia firm, pozbawianie nas kontroli nad pracownikami, ich zatrudnianiem, zwalnianiem, wynagrodzeniami, obowiązkami, jest równoznaczne z pozbawianiem nas kontroli nad własnymi decyzjami w firmie. A przecież skutki tych decyzji będziemy ponosić w pierwszym rzędzie my. Rządowi wydaje się, że przedsiębiorcy wezmą na klatę ujemne skutki ingerowania we własność przedsiębiorcy i prawo kontroli oraz dysponowania nią. Że przedsiębiorcy ochronią rząd, pracowników, ZUS i US.

Tam, gdzie rząd widzi korzyści polityczne, my, przedsiębiorcy, widzimy zagrożenie dla nas, naszych kieszeni, naszych rodzin. Nasz głośny głos sprzeciwu to działanie obronne. Pierwsze z działań obronnych.

Po drugie, każda zmiana przepisów to zamieszanie. A zamieszanie to koszty. A koszty to straty.

Niezależnie od deklaracji i zapewnień urzędników na etatach, każda zmiana przepisów oznacza zamieszanie w bieżącej działalności. Po kilku lub kilkunastu miesiącach działalności przedsiębiorcy mają opanowane większość przepisów na tyle, żeby nie popełniać oczywistych błędów. Znają terminy opłat, znają warunki, wymagania i regulacje. Naszą uwagę zaprząta rozwój firmy: utrzymanie i rozwój obecnych klientów, obniżenie kosztów bieżących, inwestowanie w nowe źródła zysku.

Gdy pojawia się nowy przepis, odczuwamy go jako kuksaniec, który wytrąca nas z płynnej działalności. Musimy przerwać to, co sprawia nam przyjemność (biznes), aby zrozumieć charakter zmian i zgodnie z nimi zaktualizować sposób działania. Zwykle oznacza to dodatkowe koszty, które nie były wcześniej przewidziane w przepływie gotówki. Trzeba znaleźć na to środki: najlepiej nie niszcząc aktualnego budżetu i zaplanowanych projektów strategicznych.

Proponowane zmiany m.in. co do form zatrudnienia wywracają do góry nogami całą strukturę zatrudnienia w firmie: obecną strukturę, która generalnie działa dobrze (poza nadużyciami z obu stron, które i tak zawsze się pojawią). Oznacza to, że dostaliśmy właśnie serię kuksańców (kolejną w ostatnim czasie!), i musimy bardzo poważnie przyjrzeć się prowadzonej działalności.

Po trzecie, brak propozycji „w zamian”.

Naczelna zasada negocjacji brzmi: jeśli stawiasz nowy warunek dobry dla siebie, połóż na stole również propozycje dobre dla drugiej strony. Tymczasem nic nie wiadomo na temat zapisów w nowym kodeksie, które polepszyłyby sytuację przedsiębiorców. Rząd narzuca propozycje zmian, ale nie zapewnia przedsiębiorcom wsparcia. Nie tak się negocjuje, milusińscy z rządu, nie tak.

Prowadzenie firmy jest przywilejem, okazją do większych zarobków i prowadzenia indywidualnego trybu oraz stylu życia. Za to płacimy różne składki i podatki oraz użeramy się z przepisami. Jeśli rząd chce, żebyśmy, przedsiębiorcy, wzięli na siebie większe obowiązki społeczne, musi zapewnić nam coś w zamian. Coś za coś. Wielu z nas założyło firmy długo zanim powstała ta czy inna partia (może z wyjątkiem PSL). I wiele naszych firm będzie istnieć na długo po tym, jak ta czy inna partia zostanie rozwiązana. Dlatego trochę pokory, polscy politycy wszystkich partii. Pokażcie swoje dary: może zaczniemy rozmawiać. (CBP)

Źródło grafiki: FeeLoona, Pixabay.