Pozornie sprawa wydaje się banalnie prosta. Biorę miliard – ba, nawet milion – i już rezerwuję domek na Lazurowym Wybrzeżu lub w Toskanii! Ale gdy pomyślisz chwilę, w głowie pojawiają się wątpliwości.

Po pierwsze – liczysz cały wysiłek włożony w rozbujanie biznesu, opanowanie wszystkich terminów opłat, rachunków i uwzględnienia księgowego w koszty.

To były dziesiątki nieprzespanych nocy i stresujących weekendów, kiedy oczekiwałeś na ostatnie poniedziałkowe wpłaty, które stanowiły zapłacić albo nie zapłacić podatku lub ubezpieczenia. Dziesiątki maili z denerwującymi klientami i upierdliwymi dostawcami. Dziesiątki telefonów do sympatycznych, ale niewiele mogących konsultantów w bankach.
Ale to wszystko już za tobą. Udało się – pora na wielką nagrodę.

Po drugie – przeglądasz listę klientów.

Z niektórymi naprawdę fajnie ci się udało dogadać. Zawsze mogłeś liczyć na zamówienia od nich i zwykle udawało się negocjować warunki płatności. Przypominasz sobie maile z podziękowaniami za świetnie wykonaną pracę lub bardzo dobry towar i polecenia nowych klientów, którzy zostawili u ciebie sporo pieniędzy. Zastanawiasz się, co stanie się z tymi klientami. Kto zostanie ich nowym dostawcą? Czy będzie równie dobry jak ty? Czy nie narazi ich na straty lub opóźnienia? Czujesz ukłucie poczucia winy, bo nie chcesz zostawiać ich na lodzie. Oni jeszcze nie zdobyli swojej wielkiej nagrody i bez twojej pomocy mogą jej nigdy nie osiągnąć.

To trudna decyzja. To biznesowa odpowiedzialność za partnerów, których nie możesz nagle porzucić. Ale też nie możesz przekreślić swojej nagrody. Postanawiasz poszukać innego, dobrego dostawcy – twojego konkurenta, o którym zawsze ciepło wypowiadali się klienci i który nigdy nie działał na twoją niekorzyść. W sumie szkoda, że nie poznałeś go bliżej wcześniej. Może nie miałbyś takiego dylematu.

Po trzecie – oglądasz listę pomysłów na dalsze udoskonalenia swojej firmy.

Masz rozpisane kilka miesięcy do przodu w planie finansowych przychodów i wydatków. Wiesz, co chcesz wyprodukować i jak to sprzedać. Wiesz, jak i gdzie to wypromować. Nad tymi wszystkimi planami, obserwacjami i wskazówkami spędziłeś już sporo czasu. Jesteś po prostu ciekawy, co by z nich wynikło. Niestety, nie przekonasz się już – bo toskańskie czy lazurowe zachody słońca przy temperaturze +16 stopni i ciepłym wiaterku odwrócą od tego twoje myśli. Ponownie wracasz myślami do jednego z sympatycznych konkurentów. Może jemu przydadzą się twoje pomysły? Ale na ile można je przenieść na inną firmę? A może ma swoje pomysły i nie ma czasu ich wprowadzić w życie? Odezwiesz się do niego czy tak, czy inaczej, ale trochę jednak szkoda tych pomysłów.
Mimo to odkładasz je na bok. Wielka nagroda czeka.

Każdy z nas sprzedałby swoją firmę i przeszedł na biznesową emeryturę. Nie zostalibyśmy na niej długo, bo jednak przedsiębiorczość, sprzedaż, marketing, obsługa klienta są naszymi silnymi stronami. Korzystanie z nich przynosi nam przyjemność i satysfakcję. Jednak koniec końców, firma jest tylko narzędziem do osiągnięcia stabilizacji i potrzebnego poziomu życia. Nie możemy się z nią identyfikować do samego końca.

Firma nie jest tobą. Ty nie jesteś firmą. Firma jest dla ciebie, a nie ty dla firmy.

Niezależnie od tego, ile stresu i wysiłku kosztuje cię comiesięczna harówka, by zamknąć miesiąc na plusie, nie jesteś dla swojej firmy. Ta świadomość daje perspektywę i pozwala kilka decyzji podjąć nieco inaczej. Nie prowadzisz bowiem firmy z perspektywą „do końca życia”, tylko „do pewnego momentu”.

Jeśli będziesz mieć ten moment przed oczami, zaczniesz do niego dążyć. A gdy zaczniesz do niego dążyć, to jest szansa, że go osiągniesz. Może będzie warty miliard, może tylko milion. Ale będzie to twoja wielka, wymarzona nagroda za wysiłek. Obyśmy nigdy o tym nie zapomnieli. (CBP)