Na rynku działa kilkadziesiąt programów, przyznających przedsiębiorcom certyfikaty jakości. Listy firm-uczestników można znaleźć na stronach programów: to tysiące przedsiębiorstw w całej Polsce. Czy firmy te są wciąż postrzegane pozytywnie, a może nie ma to już większego znaczenia i gdzie indziej trzeba szukać pomysłu na przyciągnięcie klientów?

Podejdźmy do tematu metodycznie, dzieląc firmy na trzy grupy: konkurujące globalnie, konkurujące w skali kraju, działające wyłącznie lokalnie.

Firma konkurująca globalnie, która dopiero wchodzi na międzynarodowy rynek, potrzebuje wsparcia, poświadczenia jakości.
W różnych branżach ma to różne znaczenie. Na przykład: w żywności czy w napojach Polska jest postrzegana dość pozytywnie, więc godło jakości może pomóc w zdobyciu kilku dystrybutorów zagranicznych. Znacznie lepiej zadziała certyfikat jakości kraju, w którym chcesz sprzedawać swoje towary lub usługi. Pokaże on, że działasz na poważnie i w dłuższym terminie, że nie interesuje cię upłynnienie jednej dostawy. Z drugiej strony, firma wychodząca poza swój ojczysty rynek potrzebuje wielu innych rzeczy niż certyfikatu. Przyda się mocny komunikat reklamowy, najlepiej z rozpoznawanymi celebrytami. Przyda się program rabatowy, aby przyciągnąć klientów do sklepów i do pierwszego zakupu. A najlepiej przydadzą się znajomości i osobiste polecenia – właściwe słowo tu i ówdzie otworzy więcej drzwi w sposób całkowicie legalny i moralny niż najlepszy certyfikat.

Firma konkurująca w skali kraju potrzebuje tych samych narzędzi co firma konkurująca globalnie – ale w znacznie mniejszej skali.
Certyfikat może być jednym z wielu argumentów dla regionalnych dystrybutorów lub klientów, aby zaopatrzyli się właśnie u ciebie. Sam z siebie nie zrobi wiele, ale wraz z innymi narzędziami promocji wytworzy wizerunek firmy stabilnej, porządnej i godnej nawiązania współpracy. Certyfikat staje się wtedy dość tanią alternatywą dla innych narzędzi – tym bardziej, jeśli byłby powiązany z aktywnym i rozpoznawanym regionalnie stowarzyszeniem. Na przykład: krajowy producent kosmetyków używa godła programu jakości na billboardach. Godło jest jednym z pięciu elementów graficznych reklamy na billboardzie, więc jest sympatycznym dodatkiem.

Dla firmy w skali regionu certyfikat jest w zasadzie wyłącznie dowodem dla zarządu lub właściciela, że firma radzi sobie dobrze.
Dla klientów, którzy zastanawiają się nad zakupem, liczy się przede wszystkim i tak lokalna reputacja oraz codzienna jakość dostaw, produktów, obsługi klientów. Nieważne, ile dyplomów wisi na ścianie w salonie fryzjerskim: jeśli klienci nie są zadowoleni, żaden certyfikat nie pomoże, nie przykryje wad, ani nie odwróci wzroku od błędów. Może jednak dać firmie poczucie pewności, że nawet jeśli coś się zdarzy niedobrego, to za moment znów będzie w porządku – w końcu przez tyle lat szło w porządku, firma się rozwijała, więc znów będzie dobrze.

Certyfikat zatem w żadnym przypadku nie powinien być traktowany jako cel działania firmy. To nie jest magiczny przedmiot, który pokona wszystkie problemy. Nie zastąpi autentycznej jakości ani osobistego zaangażowania właściciela. Certyfikat to jedno z wielu narzędzi promocji, którego użycie należy odpowiednio przemyśleć i wykonać – i jeszcze trzeba je osobno promować. Co przyjdzie ci z certyfikatu, jeśli nie mówisz o nim klientom, albo mówisz w sposób, który nie jest dla nich istotny?

Traktuj certyfikat jako dodatkową nagrodę za osiągnięcie określonego sukcesu biznesowego – nie jako wytrych, który pozwoli ci ten sukces osiągnąć. Prawdziwa jakość nie potrzebuje więc certyfikatu, ale certyfikat może tym argumentem, którzy przesądzi o tym, że klient zwróci się właśnie do twojej firmy z ofertą zakupu lub współpracy. (CBP)