Jako przedsiębiorca dostajesz słabą ofertę kredytu, ponieważ banki masowo zaniżają nam wyliczenia dochodów. Oto trzy najbardziej powszechne błędy. Nic z nimi nie da się zrobić. Co najwyżej, można wziąć je pod uwagę, planując wydatki i licząc zdolność kredytową na własną rękę.

Pierwszy błąd ekspertów w bankach to branie do zdolności kredytowej wszystkich kosztów miesięcznych jak leci.

Tak samo traktowany jest wydatek na telefon firmowy, zgodnie z umową podpisaną na 2 lata, oraz zakup tonera i papieru do drukarki firmowej. I tutaj 200 zł, i tutaj 200 zł. Eksperci bankowi nie rozumieją, że wydatki typu toner czy papier nie są stałymi wydatkami co miesiąc. W marcu będzie ten wydatek, a w kwietniu nie będzie go. A jeśli zajdzie potrzeba, to zamiast 200 zł przedsiębiorca wyda tylko 100 zł – drugą stówkę przeznaczy natomiast na spłatę ratę kredytu.

Toner i papier za 200 zł wydaje się przykładem trywialnym, ale dokładnie tak samo traktowany jest zakup np. laptopa na firmę za 2500 zł. To jednorazowy wydatek, który spokojnie mógłby być przesunięty lub obniżony. Eksperci w bankach traktują przedsiębiorców tak jak zwykłych konsumentów. Jeśli konsument ma wolne pieniądze, to je „oszczędza”. Tymczasem przedsiębiorca, gdy ma wolne pieniądze, to je wydaje – bo dziś wyda 500 zł, a jutro dzięki temu zarobi 1000 zł. Ale eksperci na etatach tego nie rozumieją.

Drugi błąd fachowców od finansów to ujmowanie w zdolności kredytowej kosztów księgowych, których przedsiębiorca faktycznie nie ponosi.

Koronnym przykładem jest koszt kredytu. Załóżmy, że od 20 tys. wynosi on 7500 zł. Te 7500 jest pobrane z całkowitej kwoty kredytu. Przedsiębiorca nie widzi tych pieniędzy na oczy, nie wliczają się one w przychód. Można jednak ująć je w koszty. Fachowiec bankowy nie rozumie, że ta kwota została ujęta w kwocie kredytu udzielonego przedsiębiorcy. Więc albo kwota kosztów kredytu nie powinna być brana pod uwagę (bo przelew nie pochodził z konta firmowego przedsiębiorcy, ale z konta kredytu), albo kwota pozyskanego kredytu powinna zostać ujęta jako przychód (bo jednak wchodzi na konto firmowe przedsiębiorcy). Niestety, po wzięciu jednego kredytu bardzo mocno spada nam zdolność do wzięcia następnego kredytu. Mimo że w rzeczywistości pieniądze te wcale nie zostały wydane.

Trzeci błąd profesjonalnych analityków to wrzucanie wszystkich form opodatkowania do jednego worka.

Mimo że w dokumentach kredytowych podaje się formę opodatkowania, później w wyliczeniach systemu nieważne jest, czy rozliczasz się ryczałtem 3 proc., czy na zasadach ogólnych 18 proc. Wszystko jest liczone wg podatku 18 proc. Jeśli więc jesteś na ryczałcie, to albo dostaniesz „normalne” podatki i wyjdzie dochód o wiele niższy niż w rzeczywistości, albo dochód zostanie na właściwym poziomie, ale przychody poszybują ci w górę o 20-30 proc.

Teoretycznie wysokość przychodów nie powinna mieć znaczenia w obliczaniu zdolności kredytowej. Ale w systemach analitycznych banków brane są pod uwagę różne dziwne wskaźniki i parametry. Analityk może uznać, że tak wysoki przychód stwarza ryzyko biznesowe – bo jeśli spadnie o 30 proc. i dokładnie o tyle samo spadnie dochód, to możesz nie „mieć” wolnych środków na spłatę raty – i obniży zdolność kredytową.

***

Kredyt to dobre źródło finansowania dla przedsiębiorcy, zwłaszcza większych kwot jednorazowo. Ale wyliczenia zdolności są tak fatalnie prowadzone przez banki, tak bardzo na niekorzyść finansową przedsiębiorcy (wyższe raty, niższa kwota kredytu), że mimo wszystko lepiej zaplanować odkładanie pieniędzy z bieżącej działalności przez kilka-kilkanaście miesięcy, pomyśleć o wspólniku lub ogarnąć przez faktoring zaliczki na podpisane projekty. Użeranie się z bankami zwykle kończy się słabą ofertą i poczuciem, że prowadzona przez ciebie działalność wcale nie jest tak dobra finansowo jak ci się zdaje z bieżącego cashflowu. Co nie jest przecież prawdą.

Źródło grafiki: DasWortgewand, Pixabay.